facebook
^Back To Top

  • 1 Leżajsk
    Widok z wieży telefonicznej na Sąd i osiedle Staszica i Kołłątaja.
  • 2 PKP
    Ciuchcia wjeżdżająca na peron w Leżajsku
  • 3 Osiedle
    Widok na osiedle z kominem w tle
  • 4 Leżajsk
    Przemarsz Orkiestry ul. Mickiewicza przy Ogródku Jordanowskim i Szkole Muzycznej
  • 5 Dom Kultury
    Występ chóru przed Domem Kultury w ramach Wojewódzkich Eliminacji "Artama 78"

- Pracownia Dokumentacji Dziejów Miasta -

  

Znane i nieznane historie, opowieści i legendy związane z Leżajskiem oraz okolicą.

Od dawnych czasów z Leżajskiem i okolicą związanych jest szereg podań i opowieści, które do dnia dzisiejszego przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Przybliżają współcześnie żyjącym ludziom krążące obiegowo mity i legendy. Opowiadają one o miejscach, rzeczach i ludziach które wydarzyły się naprawdę, bądź były wytworem ludzkiej wyobraźni. W niezwykle barwny sposób ukazują wierzenia, zwyczaje i folklor. Wiele z ustnych przekazów zostało spisanych i wydanych w postaci zbiorów opowiadań. Wśród nich do najbardziej znanych autorów opisujących legendarny świat naszych okolic są Władysław Łoziński, Włodzimierz Sulima-Popiel, ks. Marian Antoni Podgórski, o. Czesław Bogdalski, Franciszek Kotula, Edward Dziubek, Zbigniew Trześniowski, Andrzeja Potocki, Dionizy Garbacz i Lillia Zawitkowska, ks. Jan Warchał, Janusz Motyka czy Mateusz Pieniążek.

Legenda o azalii
Wśród często przytaczanych należą podania o śmierci chana tatarskiego i pochowaniu go w miejscu, na którym do dzisiaj rośnie azalia pontyjska. Legenda ta mówi o osobliwości przyrodniczej, którą jest naturalne stanowisko różanecznika żółtego (azalii pontyjskiej - Rhododendron luteum) w Kołaczni koło Woli Zarczyckiej pod Leżajskiem. Pojawienie się tego krzewu przyczyniło się do powstania legend związanych z pochodzeniem rośliny.
Według jednego z podań została posadzona na kopcu-mogile chana, wodza Tatarów, który zginął w zasadzce w trakcie najazdu tatarskiego. Legenda głosi, że gdy Tatarzy ogarnęli wioskę Lasowiaków odbywało się tam wesele. Zamiast radości i zabawy nastały straszne chwile pożogi, mordów i rabunku. Nieszczęśników, którzy przeżyli napad skupiono jednym miejscu. Natomiast pod wioskę zaczęły napływać główne siły tatarskie na czele z bogato odzianym chanem. Tragedię leśnej osady widział z oddali ukryty w gąszczu leśnym miejscowy samotnik. Był to człowiek dzielny i zaprawiony w łowach na dziką zwierzynę. Zdał sobie sprawę z tego, że nie uratuje ludzi ogarniętych przez Tatarów. Widok bogatego i dumnego chana wzburzyła go i nie zastanawiając się długo posłał w jego kierunku śmiercionośną strzałę. Wściekli Tatarzy mimo szybkiej ucieczki dopadli dzielnego mściciela. Ale chana już nie uratowali. Na miejscu tatarskiego chana pochowano w niewielkim kopczyku-wydmie w kształcie półksiężyca. Na jego grobie wierny giermek wcisnął ukwieconą żółto gałązkę.
Z niej to wyrósł krzew Azalii kwitnący do dnia dzisiejszego w majowej porze.
W tej porze kiedy zginął wielki chan rażony leszczynową strzałą.
Inne podanie bardziej prozaiczne mówi, że Tatarzy przywieźli nasiona azalii wraz z paszą dla koni. Stąd ona rozprzestrzeniła się na naszym terenie, by z czasem zaniknąć wskutek nadmiernego eksploatowania przez ludzi i zwierzęta.
Do dzisiejszego dnia przetrwał skrawek chronionego terenu w postaci Rezerwatu „Kołacznia”.

Leżajskie podziemia
Po relokacji Leżajska w 1524 r. na nowym miejscu powstało miasto. Od wieków legendy opowiadają, że pod miastem znajdują się liczne podziemia. Bez wątpienia podziemne piwnice wybudowano ze względów praktycznych, jako składy magazynowe żywności i towarów. Ponoć posiadały dwie, a nawet trzy kondygnacje pod ziemią i liczne połączenia ze sobą. Mówi się, że mogły służyć również bezpieczeństwu chroniących się w nich mieszkańców leżajskiego grodu.
Podziemne korytarze wzmiankowane były w różnych podaniach. Jedne mówią o tym, że podziemne lochy łączyły się ze sobą tworząc sieć połączeń pod całym Leżajskiem i wychodząc poza miasto w różnych kierunkach. Inne z kolei zaznaczają obecność takich przejść jedynie pod Leżajską Farą, Rynkiem Miasta, Dworem Starościńskim i Klasztorem OO. Bernardynów. Pod klasztorem (dzisiejsza plebania) i kościołem farnym znajdują się wybudowane przez Bożogrobców - „Leżajskich Templariuszy” obszerne piwnice z podziemnymi tunelami i lochami. Leżajskie podziemia, lochy i korytarze, skrywają niejedną zagadkę podobnie jak zamki, kościoły i klasztory Templariuszy rozsiane po całej Europie i Ziemi Świętej.
W czasach pokoju podziemia służyły za składy materiałów, magazyny z żywnością, winem, miodem pitnym czy piwem.
W okresach wojen i najazdów, służyły przede wszystkim jako arsenały amunicji i broni oraz miejsca schronienia przed najeźdźcami. Niejednokrotnie przejścia podziemne mogły służyć ewakuacji w  bezpieczne miejsca poza mury Klasztoru „Leżajskich Templariuszy”. Wiadomo z historii, że Templariusze używali wiele wymyślnych sposobów jak: pułapki, labirynty, zapadnie i samostrzały, które chroniły ich tajemnic i ukrytych skarbów. Jak to faktycznie było w Leżajsku trudno teraz dociekać i stwierdzić. Według podań jeden z lochów miał prowadzić do podziemi kościoła i dworu starościńskiego, oraz w różnych kierunkach miasta i daleko poza miasto.
Inna legenda głosi, że można było nawet wozem zaprzężonym w konie przejechać w podziemnych tunelach. Jednakże  chyba nie wszystko jest legendą. Bo do przetrwałych do dzisiejszych czasów podziemnych piwnic, korytarzy i lochów w Leżajsku można wejść nawet i teraz. M.in. pod głównym budynkiem Dworu Starościńskiego znajdują się podziemia, które są udostępniane zwiedzającym Muzeum Ziemi Leżajskie, dużo większe znajdują się na trasie zwiedzania Muzeum Prowincji OO. Bernardynów w Leżajsku. Drugim pośrednim potwierdzeniem tej legendy stało się odkrycie pozostałości podziemnych sztolni pod kapliczką, przenoszoną w trakcie budowy ronda na rozwidleniu ulic Mickiewicza i Słowackiego w Leżajsku. Okazało się, że kapliczka jest wydrążona w środku i mogła stanowić swego rodzaju kanał wentylacyjny leżajskich podziemi.
Jak rozległe były lochy prowadzące pod całym Leżajskiem? Żeby odpowiedzieć na to pytanie należałoby przeprowadzić bardzo kosztowne badania i wykopaliska. Na ścianach i sklepieniach kościoła oraz klasztoru Leżajskiej Fary jest wiele symboli, znaków, ornamentów oraz malowideł z tamtych czasów. Codziennie widzą je parafianie i przyjezdni, którzy nawiedzają to miejsce. Nie zdają sobie sprawy z tego co one mogą skrywać. Istnieją ślady, które potwierdzają część legend, a niektóre z nich zweryfikował czas i najnowsze badania naukowe. O samych leżajskich lochach i podziemiach, krąży jeszcze wiele, ciekawych opowiadań i historii…

Objawienia i znaki na skraju puszczy
Do najbardziej znanych podań należą dotyczące objawień maryjnych na skraju puszczy pod Leżajskiem. Pierwsze mówią o ukazywaniu się na pniu ściętego drzewa Matki Boskiej ze Św. Józefem młynarzowi Rychcie (ok. 1560 r.) i  piwowarowi Tomaszowi Michałkowi (ok. 1590 r.). Inne o trudnych początkach przyjęcia objawień w Leżajsku i ciężkich losach Tomasza Michałka. Na kanwie tych zdarzeń znane jest podanie o wizycie Tomasza Michałka u Kacpra Gołuchowskiego (luteranina). Człowiek ten dumny i bogaty na prośbę Tomasza Michałka o wsparcie sprawy budowy kapliczki bądź małego kościółka dla uczczenia NMP został przezeń wyśmiany. Po wzgardzeniu proszącego zamierzył się aby uderzyć. W tym momencie coś na kształt paraliżu dopadło Gołuchowskiego. Wściekły i wystraszony bogacz kazał wezwać najlepszych medyków. Nic nie pomogło. Dopiero jak wyrzekł się herezji i poprzysiągł pomoc w budowie świętego miejsca, został cudownie uzdrowiony. Wiele innych mówi o znakach i cudownych uzdrowieniach wśród ludzi, a nawet zwierząt, które aż z Wołynia były pędzone na to uświęcone miejsce. Dość szczegółowo opowiadają je kroniki klasztorne Ojców Bernardynów w Leżajsku.  Przytoczmy jedną opowiadającą o problemie z właściwą lokalizacją sanktuarium. Przekaz ten głosi, że w znalezieniu właściwego umiejscowienia, ukształtowania kościoła i przyszłej bazyliki dopomogły kobierce niespodziewanie wyrośniętych kwiatów rumianku. Nagłe pojawienie się tego rodzaju roślin w lesie oraz ich rozlokowanie w terenie poczytano sobie jako oczywisty znak i podpowiedź z Nieba.

Kapliczka przy drodze do Łańcuta
Z Leżajszczyzną związane są często opisywane konflikty i prywatne wojny starosty leżajskiego Łukasza Opalińskiego ze Stanisławem Stadnickim zwanym „Diabłem Łańcuckim”. Jedna z legend głosi że konflikt rozpoczął spór o psa, ale zważywszy na charaktery obydwu adwersarzy nie o taką błahostkę pójść mogło. Faktem jest, że wybuchła wojna sąsiedzka, która jak utrzymują historycy wiązała większe siły wojskowe niż liczebność ówczesnej armii koronnej Rzeczypospolitej. Na kanwie tej historii krąży również opowieść o oblężeniu leżajskiego zamku, zagarnięciu łupów, służby i zamordowaniu dowódcy obrony zamku, oficera wojsk starościńskich niejakiego Pana Grzegorza Tulejki. Do zdarzenia doszło po złupieniu miasta, w trakcie powrotnego pochodu zwycięskiej watahy Stadnickiego z  jeńcami. Jeszcze na terenie Leżajska doszło do tragicznego w skutkach zdarzenia. Dumni i obładowani łupami łańcuccy żołdacy prowadzili pokonanych i udręczonych  żołnierzy, służbę i okolicznych chłopów na zamek do Łańcuta. Najwięcej zniewag i bólu rębajły łańcuckie okazywały dowódcy obrony zamku w Leżajsku. Dla dodatkowej udręki leżajskiego oficera, Ilko sługa Stadnickiego, kazał panu Tulejce przypasać drąg zamiast szabli, a w trakcie całej drogi lżył i szarpał umęczonego Tulejkę prowadząc na powrozie. W pewnym momencie Pan Tulejka nie wytrzymał tego, uwolnił się z pęt i drągiem, wcześniej dla pośmiewiska przypasanym do boku zdzielił Ilkę w głowę. Rażony drągiem w głowę Ilko padł bez ducha na ziemię. Pan Grzegorz Tulejka za uśmiercenie zaufanego sługi, z rozkazu Stadnickiego, żywcem został zakopany w ziemi. Na pamiątkę tego zdarzenia i za spokój duszy bohaterskiego oficera, u wylotu z miasta przy drodze z Leżajska do Łańcuta wybudowano do dzisiaj stojącą kapliczkę przy ul. Rzeszowskiej

„Sąd nad czarownicą”
Dość znaną jest legenda o fałszywym oskarżeniu i spaleniu mieszczanki leżajskiej rzekomej czarownicy.  Istnieją co najmniej dwie wersje tej historii. Mówią one o kobiecie, którą posądzono o czary i kontakty z diabłem. Według pierwszej była to kobieta o imieniu Jagna, bezdzietna, wdowa po trzech pochowanych mężach, samotnie mieszkająca pod lasem. Za jej przyczyną zwierzęta chorowały i źle wiodło się mieszkańcom. Miała czarne jak węgielki oczy i wzrok, którym ponoć przeszywała ludzi,  rzucając na nich swe uroki. Po szybkim wójtowskim procesie, mimo sprzeciwu bernardynów z Klasztoru i księdza z Leżajskiej Fary Miechowitów, na nieszczęsną zapadł wyrok spalenia na stosie. Wśród kpin i śmiechu gawiedzi przybyłej na jarmark z okazji święta Wniebowstąpienia Pańskiego spalono Jagnę na stosie. Od tego czasu zaczęło okropnie straszyć w tym miejscu. Dlatego wzniesiono kapliczkę dla odegnania uroków i spokoju mieszkańców. Drugi przekaz mówi o niejakiej Mielczarkowej, żonie Maksyma i matki trojga dzieci. Ją podobnie posądzano o czary, nierząd, a także że swoimi praktykami doprowadziła do korzystnych dla siebie zapisów majątkowych od mieszczanina Kołaczkowskiego. Mimo wielu zeznań, dopiero człowiek nazwiskiem Zawada z zawodu sukiennik, przekonał sędziów o winie podsądnej. Nie pomogły prośby męża i płacz dzieci wtulonych w matczyną spódnicę. Efektem fałszywego oskarżenia i sfingowanego procesu stało się wydanie wyroku. Oskarżoną o czary Mielczarkową, skazano na spalenie na stosie. Nastała chwila okrutnej egzekucji. Wśród tłumu wykrzykującego wyzwiska przyprowadzono na miejsce kaźni osądzoną i podpalono stos. Podobno główny oskarżyciel Zawada na widok męki niewinnie skazanej kobiety oraz żalu i rozpaczy przypatrującej się rodziny, miał wyznać prawdę o niesłusznie zgładzonej ofierze. Na pamiątkę tragicznej śmierci żony mąż wraz z dziećmi wybudował kapliczkę, po czym miał opuścić miasto wraz z rodziną. Do dzisiejszego dnia na miejscu stracenia stoi kapliczka w połowie drogi między Rynkiem Miasta a klasztorem OO. Bernardynów przy ul. Mickiewicza naprzeciw wylotu ul. Opalińskiego w Leżajsku.

„Zbójna Góra”
Nad pradoliną Sanu pomiędzy Rudą Łańcucką a Łukową, w bok od trasy biegnącej między Leżajskiem a Sarzyną znajduje się piaszczysta skarpa. Najwyższe wzniesienie zwane „Zbójną Górą” od wieków przyciągało różnej maści awanturników, a w ostatnich czasach tropicieli tajemnic i poszukiwaczy skarbów. Legendy mówią o istnieniu w tym miejscu średniowiecznej warowni, strzegącej szlaku handlowego z południa i wschodu do Sandomierza i dalej w głąb Polski do Gdańska oraz Europy. Mowa jest też o ukrywających się tu bandytach napadających na przemierzające szlakiem karawany kupieckie oraz ukrytych skarbach na „Zbójence”. W różnych okresach dziejów, miejsce to stanowiło azyl i schronienie. W czasie II wojny światowej swoją siedzibę mieli tu również miejscowi partyzanci. Praktycznie do dzisiaj wzgórze jest eksplorowane przez różnych zbieraczy, „uzbrojonych” w wykrywacze metali i łopaty. Znajdowano tu nawet monety rzymskie i inne cenne precjoza. Nie mniej cenne znalezisko miało miejsce jeszcze kilka lat temu. Otóż pewien poszukiwacz myszkujący ze swoim sprzętem za domniemanymi skarbami odnalazł dawny magazyn broni partyzantów. Broń musiała być składowana tymczasowo, gdyż nie była dobrze zabezpieczona na dłuższe przechowywanie.  W rozpadającej się ze starości zmurszałej skrzyni znajdowała się broń i amunicja m.in. radziecki pistolet maszynowy PPSz wz. 1941 zw. pepesza oraz unikatowy na tym terenie  kanadyjski Sten Mk.II ze zrzutów. Poszczególne części broni owinięte były w wydanie gazety „Nowiny” z 1947 r. W lokalnej prasie ukazał się na ten temat sensacyjny artykuł o przypadkowo znalezionym partyzanckim skarbie.

"Stojadło”
Związana ze zbójami jest też legenda o karczmie pod Leżajskiem. W miejscu do dziś zwanym „Stojadłem”, w której nie raz biesiadowali zbóje po udanym łupieżczym napadzie. Druga mówi o tej samej karczmie i losach właściciela i biesiadnikach. Karczma była duża, rozległa i mogła pomieścić wiele goszczących się tu osób. Stąd przylgnęła do niej nazwa „Stojadło”, na potwierdzenie legendy, że aż sto osób jednocześnie biesiadowało. Jednakże karczma okryta była złą sławą.
    Z jednej strony nawiedzający ją zbóje, a z drugiej różni przejezdni o nie zawsze czystych sumieniach, skorych do awantur, bitki i wypitki. Do tego w karczmie dochodziło do licznych burd i rozpusty, nawet w dni Wielkiego Postu, i innych w tym czasie obchodzonych świąt i uroczystości kościelnych. Nikt z biesiadujących nie brał tego pod uwagę ucztując i bawiąc się w najlepsze.
    Trwało to jakiś czas, do chwili, aż pewnego dnia niedaleko karczmy był obłożnie chory pewien człowiek. Wezwano do niego księdza z Leżajskiej Fary. Gospodarz karczmy, który wyszedł na zewnątrz zobaczył chorego i modlącego się nad nim księdza z wiatykiem. Na ten widok zaczął obrzydliwie przeklinać, ubliżać księdzu i bluźnić Bogu. Tego było widać za wiele, bo w tejże chwili karczma wraz z biesiadnikami i gospodarzem zapadła się pod ziemię.
    W miejscu gdzie stała karczma powstał staw, który od obiegowej nazwy niecnego przybytku również nazwano „Stojadłem”. 

Elimelech
Ciekawe legendy krążą wokół postaci związanej z najbardziej znanym na terenie Ziemi Leżajskiej wędrownego kaznodziei żydowskiego, Mowa tu o cadyku Elimelechu rabinie, filozofie i cudotwórcy. Jego sława była głośna już w tamtych czasach za życia cadyka. Jedna z legend opowiada o głośno komentowanej rozprawie sądowej na której pozwanym przez biednego leżajskiego Żyda był sam Pan Bóg. Po śmierci kult cadyka nasilił się i trwa po dziś dzień. Ten czczony przez Żydów duchowy przywódca i przedstawiciel religii mojżeszowej, jeden z twórców podstaw chasydyzmu był pierwszym na ziemiach polskich cadykiem. Obok tej legendy pochodzącej z czasów życia cadyka Elimelecha istnieje szereg innych. Jedna z ostatnich pochodzących z czasów II wojny światowej opowiada o tym, jak Niemcy w poszukiwaniu skarbów rzekomo ukrytych przy nim, zniszczyli kaplicę nagrobną i rozkopali grób cadyka. Ponoć po zbezczeszczeniu grobu z wykopanego dołu, oczy zwyrodnialców zobaczyli postać jakby żywego cadyka, który smutno spojrzał na  żołdaków profanujących jego grób. Ci z przerażeniem i krzykiem opuścili cmentarz nie znajdując żadnych skarbów. To tylko legenda.  Niemniej ortodoksyjni Żydzi wierzą, że w dzień rocznicy śmierci cadyka w dniu 21 Adara według kalendarza żydowskiego, sam Cadyk zstępuje z Nieba na ziemię po to by wysłuchać ich próśb.

Jest też wiele innych legend, które barwnie opowiadają o licznych miejscach, ludziach i zdarzeniach, które prawdopodobnie wydarzyły się na Ziemi Leżajskiej.
Jedna legenda mówi o królewskiej brzozie i przypomina o odbywających się tu polowaniach króla Władysława Jagiełły.
Inna o „Wałach Chmielnickiego” i podaniach z czasów wojny polsko – kozackiej oraz przybyłym wtedy Chmielnickim wraz z wojskiem.

Bibliografia:

Almanach Leżajski, Nr 3/1983
Almanach Leżajski, Nr 4/1984
Garbacz D., Witkowska L., Leżajszczyzna przełom wieków, Stalowa Wola 2000
Jutro zaczyna się wczoraj, red. Elżbieta Zwierzchowska, Leżajsk 2003
Obruśnik A.E., Początki dziejów leżajskiego sanktuarium, Leżajsk 1997
Pieniążek M., Legendy leżajskie, Rzeszów 2010
Potocki A., Śladami chasydzkich cadyków w Podkarpackiem, Rzeszów 2008
Trześniowski Z., Księża góra, Znane i nieznane legendy znad Wisłoka i Sanu, Rzeszów 2005
Trześniowski Z., Od Rzeszowa… Legendy i opowieści regionu rzeszowskiego, Rzeszów 2008
Trześniowski Z., W zakamarkach łańcuckiej okolicy, Rzeszów 2002
Ziobro W., Leżajsk i wokół Leżajska, Rzeszów 2010

Oprac. Marian Matkowski

 

Menu

Copyright © 2013. PDDM  Rights Reserved.